Zanim opiszemy dzisiejszy ciekawy dzień kilka słów o wczoraj i naszej małej tragedii.
Po pierwsze zamknęliśmy okna (te, które się dało), ale na tarasie (piętro wyżej) woda się zebrała podczas godzinnego deszczu (nawet tak bardzo ulewny nie był) i po schodach spłynęła do pokoju, a ponieważ z niego nie miała już ujścia to w nim została - ok. 1cm. Zalała nasze plecaki, które stały na podłodze, ponieważ w pokoju jest bardzo mało mebli. Zalała także rzeczy, które leżały przed plecakami na podłodze (m.in. słownik, który mam wypożyczony z biblioteki). I niestety zalała także materac na którym spaliśmy, także tę noc spędziliśmy na gołych kafelkach (w Wietnamie pomieszczenia wykłada się zawsze kafelkami) - tzn. mieliśmy pod sobą cienki koc.
Po drugie, ja za takie przygody dziękuję, nie dość, że te rzeczy nam zalało, to zalało także nasze pranie, które się suszyło, więc prawie wszystkie rzeczy mieliśmy mokre. Na szczęście większość wyschła, bo inaczej by przez całe jutro siedziały w worku i pewnie trzeba by je było jeszcze raz prać.
Po trzecie, liczyliśmy na więcej współczucia lub chociaż propozycje wysłania suszarek :D
Tyle o deszczu, teraz będzie o tym, co wczoraj robiliśmy.
Rano wstaliśmy wcześnie, ja pojechałam z Krzyśkiem do pralni, a Marcin został w domu i robił śniadanie, tzn. przygotował dragon fruita i bananki. Po śniadanku pojechaliśmy do centrum, kupiliśmy bilety na autobus i wycieczkę do tunelów Cu Chi, a także zweryfikowaliśmy trasę i wyszło nam, że chyba uda się pojechać do Sapy. Co prawda ja się tego wejścia obawiam i nie jestem do końca pewna czy chce mi się tam iść (bo ja góry lubię tylko z dołu :] ), ale ponieważ wiem, że Marcin bardzo chce tam iść, więc jeśli będziemy mieli możliwość to to zrobimy.
Po przerwie poszliśmy do Pałacu Niepodległości, zwanego wcześniej Pałacem Zjednoczenia. Jest bardzo ciekawy, dużo do zwiedzania. Wtedy też zaczął padać deszcz i skończył 1,5h później. Byliśmy też na targu sajgońskim (Saigon Square) i dokonaliśmy zakupu dwóch kurtek North Face'a, które spadły z ciężarówki ;) Zakup bardzo udany, bo przeznaczyliśmy na nie 100 $, a kosztowały ok. 55 $ :)
Wieczorem byliśmy z Krzyśkiem i Tuyen na bot chien, a potem na ca phe sua da.
Dla tych, którzy narzekali, że Sajgon jest za mało egoztyczny (co to znaczy egzotyczny????), kilka zdjęć:
Nasze nowe kurtki :)
Dragon Fruit i bananki - nasze śniadanko
Fryzjer uliczny

Przenośna kuchnia
Mistrzowie (?) transportu
Myjnia
W oczekiwaniu na klienta
Ruch nocny (ok 20)
Zastanawiam się... myjnia czego to jest?
OdpowiedzUsuńBardzo nieładnie, że Was tak pozalewało, ale jak widzę wszystko już pod kontrolą.
Bananki wyglądają smakowiće :D To drugie coś wygląda fajnie, ale ciekawe, czy równie fajnie smakuje :)
OdpowiedzUsuńCzy dragon fruit jest dobry?
OdpowiedzUsuńte dragon fruity wygladaja naprawde smacznie...dolaczam sie do pytania Irci.....jak one smakuja?
OdpowiedzUsuńzdjęcia są super !
OdpowiedzUsuńkurtki spadły z ciężarówki? aa tak to sie teraz tłumaczy ! :P
pozdro janek