sobota, 29 sierpnia 2009

Jeszcze jeden post :)

Rozpadalo sie, wiec ucieklismy w bezpieczne miejsce - do kafejki :) A wczesniej rano, chodzac w upale, smialismy sie, co to za pora deszczowa, ze nie pada i caly czas slonce swieci :]
Tak jak pisalismy, z kafejki poszlismy na kawe. Dlugo szukalismy jakiejs otwartej kawiarni (ehh, ta przerwa...), az w koncu znalezlismy - co prawda kawa nie byla tania, ale ujdzie. Marcin przy okazji wypil koktajl bananowy (z tym ze tu koktajl jest bez mleka:] ). Gdy tak siedzielismy w srodku przyszla do nas Wietnamka sprzedajaca branzoletki. Calkiem ladne, ale po 20 tys za sztuke. Powiedzielismy, ze to za drogo. Mielismy nadzieje, ze sobie pojdzie, ale nie chciala i co chwle nam obnizala cene. Gdy doszla do 10 tys za sztuke postanowilismy jedna wziac. Marcinowi sie przypomnialo, ze mamy jeszcze jedna jednodolarowke, ktorej nie moglismy wymienic, wiec trzeba bylo sie jej jakos pozbyc. Zaproponowalismy, ze wezmiemy dwie branzoletki za dolara. Pani sie zaczela smiac i powiedziala, ze nie. Zatem szukalismy jakiejs ladnej jednej. Gdy podawalismy jej pieniadze powiedziala, ze dobrze, mozemy wziac dwie za 1$. I tak tez zrobilismy :) Aha, 1$ to 18 tys dongow. Fajnie, nie?
Potem chodzilismy po sklepach z pamiatkami i wymyslalismy co komu przywieziemy :D Oczywiscie, o ile wystarczy nam pieniedzy ;) Nastepnie poszlismy na plazy i troche (mam nadzieje) opalilam sobie brzuszek :) Niestety, wiatr wial, wiec jestem tez z piasku a prysznic dopiero jutro... Mam nadzieje :]
Kupilismy tez Marcinkowi koszulke za 2$. Prawde mowiac, to gdyby nie czekajaca nas podroz i fakt, ze nie wiemy ile pieniedzy jeszcze wydamy, to bysmy juz wiecej kupili :D Oby w Ha Noi wszystko bylo.
Fajnie, ze dzielny Alek tak szybko rosnie :) Jeszcze troche i go zobaczymy :)
Czy miesiac to za krotko? To zalezy co chce sie zobaczyc... Niektorym rok by nie wystarczyl, zeby wszystko zwiedzic.. Polski w miesiac tez sie nie zwiedzi. A poza tym... ja tu bylam juz wystarczajaco dlugo. Na dluzej moglabym byc, gdybysmy mieli znajomego Wietnamczyka, u ktorego mozna byloby sie zatrzymac na wsi, ktory by z nami jezdzil w nieznane miejsca. Teraz nie mamy takiej mozliwosci, bo zeby jechac tam motorem to za daleko, poza tym nie ma takich map, a auto mozemy wynajac tylko z kierowca, za ktorego trzeba by placic.
Pozdrawiamy :)

2 komentarze:

  1. Ciagle pada... ale Wietnam w kroplach deszczu też ma swój urok z tego co czytam :) Jesli chodzi o papaję to naprawde można się dzięki niej pozbyć wszystkich ewentualnych robaków w przewodzie pokarmowym :p Mówiła mi o tym nawet pewna Tajska babcia na jednym z targów :p Czytałam w Waszym ostatnim poście, że myślicie już o pamiątkach. Ja bym miała wielką prośbę do Ciebie Natuś żebys kupiła mi książkę o partiach politycznych i innyh organizacjach w Wietnamie (pewnie będą tylko takie o Komunistycznej Partii Wietnamu, ale zadowolę się i tym) nie jako pamiątkę, ale powiedzmy przysługę, której koszty oczywiście pokryje ;) Pozdrawiam gorąco! Anka

    OdpowiedzUsuń
  2. Po tym wyjeździe zostaniecie mistrzami w targowaniu się :)

    OdpowiedzUsuń