poniedziałek, 24 sierpnia 2009

Miasto Ho Chi Minha

Cześć!
Dzisiejszy dzień poświęciliśmy na zwiedzanie Sajgonu. Miasto zupełnie inne niż Ha Noi. Na każdym kroku nie słyszy się klaksonu, jest o wiele ciszej i bardziej, jak pisała wczoraj Natalia, Światowo. W centrum jest pełno hoteli i restauracji, zdecydowanie nie na naszą kieszeń i nie łatwo było znaleźć miejsce żebyśmy mogli zjeść śniadanko, ale w końcu się nam to udało. Co jest też innego niż w Ha Noi? Ciepło odczuwa się tutaj inaczej, nie jest tak duszno i jest jakoś przyjemniej ;)
Co widzieliśmy? Gmach ratusza, pomnik wujka Ho, pałac Zjednoczenia (jutro zwiedzimy go prawdopodobnie od środka), muzeum Wojny, gmach Opery i tzw. Mała Katedra Notre Dame.
Wieczorem byliśmy na kolacji i jedliśmy Banh Beo czyli jakaś galaretka z mąki ryżowej, z grzaneczką i jakimś sosem. Śmieszne takie ale dobre :D A potem kupiliśmy sobie bananki (jeszcze mniejsze niż te które jedliśmy po drodze), dragon fruit'a i papaję. Ale to zjemy jutro na śniadanko ;) Pewnie nie całe ale część na pewno.
Marcin poszedł się golić, żeby jutro na zdjęciach wyglądać lepiej i teraz ja opiszę trochę moich wrażeń ;)
Ranek był trochę nieprzyjemny, bo długo szukaliśmy miejsca, gdzie mogliśmy zjeść śniadanko. Marcin się dobrze trzymał, ale ja byłam bardzo wygłodniała (chyba jeszcze po podróży). Dopiero po dłuższym czasie znaleźliśmy miejsce, gdzie można było kupić pyszne banh mi, które zjedliśmy w parku. Park był bardzo zadbany, przyjemnie się w nim siedziało i po raz pierwszy widziałam plac zabaw w Wietnamie!
Chcieliśmy zwiedzić kilka miejsc, ale było po 11, a w Wietnamie mają przerwę między 11 a 14 i muzea są wtedy zamknięte. Także pokrążyliśmy trochę po mieście, dowiedzieliśmy się o ceny wycieczek do tunelów Cu Chi i bilet powrotny do Ha Noi. W Wietnamie jest fajna sprawa z autobusami Open Tour. Kupuje się bilet na daną trasę (np. od Ha Noi do Sajgonu) i ten bilet jest ważny miesiąc. Można sobie wysiąść w różnych miejscach po drodze, zatrzymać się np. na tydzień w jednym mieście i tylko trzeba pamiętać, by dzień wcześniej poinformować w biurze, że będziemy jechać. Bilet kosztuje 27 $ (na autobusy z miejscami siedzącymi) lub prawie 40$ na te z leżącymi (strasznie niewygodne, bo są na "długość" Wietnamczyka). Jedyne wady, to że jeżdżą rzadko (2 lub 1 raz dziennie) i dość długo - ale takie są w Wietnamie przepisy, zbyt szybko nie można jeździć.
Marcin pisał co dziś zwiedziliśmy więc nie będę się powtarzać. Sajgon dużo bardziej mi się podoba niż Ha Noi, raczej jest taniej i tak bardziej swojsko.
Jeszcze kilka zdjęć chcieliśmy dodać :)

Poczta Główna - Zgadnijcie gdzie jesteśmy :)


Mała Katedra Notre Dame


Opera


Mała wieża Champów w Parku


Pałac Zjednoczenia


Ratusz

2 komentarze:

  1. czy na tej autobusowej trasie powrotniej sa akurat te miejscowości, które chcecie zwiedzić? Kiedy planujecie urlop wypoczynkowy po tych wietnamskich wyczynach i w jakiej formie. Najbardziej intryguje mnie ta wycieczka na najwyższą górę (3143 m). Czy tam jeżdzi kolejka i co z aklimatyzacją. Na zdjęciach nie widać egzotyki, czy cały Sajgon jest taki "europejski"? Pozdrowienia. Mama.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cześć Wam drodzy podróżnicy:) Podziwiam, że całą tę trasę daliście radę przejechać autobusem. Jedzcie dużo quả đu đủ, bo to podobno zwalcza wszelkie niepożądane stwory jakie mogą się dostać do przewodu pokarmowego:) Gorąco pozdrawiam i podzielam opinię, że klimat południa jest zdecydowanie lepszy :) A***

    OdpowiedzUsuń