Cześć Kochani! :)
Z racji tego że Natalia z Krzyśkiem pojechali zrobić pranie, do takiej pralni jak mają w USA, a w trzy osoby na motorku nie jeździ się za fajnie, postanowiłem coś napisać ;) No i zostałem głównie dlatego żeby przygotować śniadanko :)
W odpowiedzi na wasze pytania to wracając do Ha Noi będziemy się zatrzymywać w tych miejscowościach które chcieliśmy i dalej chcemy odwiedzić. Nie wiemy jeszcze czy uda nam się wejść na tą najwyższą górę, i czy pojedziemy do Sapy, bo ceny jakie nam podali w Ha Noi za wycieczki były masakrycznie wysokie. I nie wiemy czy nam na to wystarczy czasu :] Postaramy się pojechać do Sapy i zrobić sobie jakiś treking po górkach, ale to w dużej mierze zależy od tego ile czasu zajmie nam zwiedzanie po drodze :)
Dzisiaj na śniadanko zjemy sobie dragon fruita (ten tutaj nie śmierdzi i jest bardzo dobry) i bananki wielkości mojego palca u ręki (za kilogram zapłaciliśmy 9000 dongów czyli ok 0,5$), tylko że trochę grubsze i mają taką fajną bardzo cieniutką skórkę. Takich małych jeszcze nie jadłem i muszę powiedzieć, że te mniejsze które jedliśmy w autobusie smakowały inaczej niż te które jedliśmy w Ha Noi. Jestem bardzo ciekaw jak te smakują ;)
A po śniadanku pojedziemy na miasto i pójdziemy zwiedzić Pałac Zjednoczenia ;) I może uda nam się opracować dokładniejszy plan zwiedzania.
Co do regulacji prawnych jazdy na motorku to nie jest potrzebne żadne prawo jazdy. Tylko żeby kierować autem trzeba mieć wietnamskie prawo jazdy bo te polskie nie jest uznawane.
Pozdrawiamy i życzymy słodkich snów i miłego poranka ;)
wtorek, 25 sierpnia 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
No, co do prawa jazdy to już nie muszę się pytać, bo wszystko wyjaśniłeś. Czy zjęcia małych bananów też robiłeś? Niestety nie dowiem się, jak smakują, ale ty widzę, prowadzisz niezłe porównania. My dzisiaj byliśmy na plaży pomiędzy Mielnem a Łazami. Wyczailiśmy odcinek w zasadzie bez ludzi - tak lubię. Alek zamoczył w morzu nóżki :) Aha, Aluś już trzyma swój samochodzik i go "zjada"...
OdpowiedzUsuńSzkoda, że może wam nie wystarczyć na wszystko czasu, i że niewiadomo, czy uda wam się wejść na najwyższą górę.
Pozdrawiamy :)
Może bananki przylecą do Polski :) Zgłodniałam na nie :) A teraz na poważnie: na największą górę trzeba wejść :) mam nadzieję, że się wam uda :) ja tylko sobie pomarzę o tym :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiamy
ja tak myślałem właśnie że Marcin specjalnie nie pojechał do pralni, nie żeby zrobić śnaidanie tylko żeby samemu skonsumować banany :D i to śniadanie pewnie też :P a Natali i Krzyśkowi pozostaną małe skóreczki :D pozdrowienia ;)
OdpowiedzUsuń