Czesc Kochani!
Minelo kilka dni od naszego ostatniego wpisu, niestety nie we wszystkich kawiarenkach mozemy wejsc na strone bloga :(
Wlasnie konczy sie nasz pobyt w Nha Trang. Przyjechalismy tutaj 2 dni temu. Pierwszego dnia wlasciwie tylko zameldowalismy sie w hotelu i poszlismy na kolacje, bylo juz pozno i ciemno, bo niestety tutaj robi sie ciemno o 18:30 :/ Pokoj byl ok, duze lozko, klima, telewizor z angielskimi programami i wlasna lazienka z ciepla woda. I to wszystko za 10 $ za noc :D
Wczoraj wypozyczylismy motor:D Niestety nie wiedzielismy ile powinnismy zatankowac, wiec pol baka im zostawilismy. Dla zainteresowanych: cena beznyny 95 to ok.15tys dongow, czyli 2,5zl. Moze i mniej niz w Polsce, ale porownujac zarobki wychodzi bardzo drogo.
Najpierw pojechalismy zwiedzic wieze Chamow. Z 8 dawniej istniejacych pozostaly 4. Marcin mowi, ze w srodku bylo strasznie ciemno od kadzidelek (ja nie moglam wejsc, bo bylam zbyt "kuso" ubrana). Wieze sa ladne, ale tutaj nie bylo ich duzo. Najwiekszy kompleks jest w My Son i tam sie udamy w najblizszych dniach.
Potem jezdzilismy wzdluz wybrzeza. Podziwialismy ocean w tych miejscach, gdzie turysci i przede wszystkim Wietnamczycy nie docieraja czesto (nie bylo tyle smieci na plazy). Poniewaz bylismy tam ok 14 to woda byla strasznie ciepla, taka bardzo zupa, Marcin mowi, ze miala co najmniej 30 stopni. Zadna przyjemnosc sie w niej kapac.
Zwiedzilismy tez pagode Lon Son. Najciekawsze w niej sa dwa posagi Buddy: lezacy ma 14m, a siedzacy 9m. Gdy przylozylam moja reke do stop tego lezacego moja dlon byla mniejsza niz jego paznokiec ;) Niestety, nie mozemy wrzucic tera zdjec dla porownania, poniewaz nasze bagaze czekaja w biurze, z ktorego wieczorem wyjezdzamy.
Bylismy tez w Katedrze, bardzo ladna, chlodno w srodku (niespotykane w Wietnamie), dookola figury swietych i droga krzyzowa.
Wieczorem bylismy tez na plazy, a takze w porcie. Niestety, gdy polozylam sie na piasku, by w koncu sie troche poopalac, slonce zaszlo za chmurki:] Marcin sie kapal i mowil, ze wtedy (po 17) woda byla fajnie chlodna.
Po zmroku pojechalismy na ogromna uczte. Zjedlismy 2 bun cha i 2 sajgonki z kraba (tak bylo w nazwie, bo ze srodka wypadlo cos co wygladalo jak male krewetki). I do tego duzo cha da :D Ale sie objedlismy. Co do sajgonek to chcialam dodac, ze one byly jak 4 takie, co ja robie, taki prostopadloscian o wymiarach 8x8x4. Zaplacilismy niewiele, bo 60 tys (ok 10zl).
Dzis chcielismy zwiedzic dwa muzea, ale poniewaz jest sobota, byly zamkniete. Takze tylko blakalismy sie po ulicach, odwiedzilismy ksiegarnie i kupilismy koparke z pseudolego (dla Marcinka), dwie gumki i ksiazki wiadomo jakie :D Zjedlismy tez bardzo dobre banh mi cha i banh mi trung, jedne z najtanszych (po 7 tys).
A teraz siedzimy w taniej kawiarence, gdzie nam blog w koncu wszedl (wczoraj nie chcial i do tego bylo tam drogo:( ) i jedyne co mi przeszkadza to palacy sasiad (a wentylator przywiewa ten smrod do nas). Pewnie za chwile pojdziemy na kawe z lodem i mleczkiem, a o 18 mamy autobus nocny do Hoi An. Tym razem tylko 12h ;)
Dragon Fruit smakuje podobnie do kiwi, ale jest slodszy, bardziej soczysty, delikatniejszy i oglonie pyszny (Ble, sasiad zapalil kolejna fajke :/). I jest dosyc tani, 10 tys za kg, czyli 1,7 zl. Ciekawe po ile jest w Polsce :D
Swiatynie Cao Dai zwiedzalismy podczas nabozenstwa, ale nie wolno nam bylo wejsc do tej czesci, gdzie sie modlili, moglismy tylko byc na gorze lub z tylu.
Co do "lisiej dziury" to WIetnamczycy sie w niej chowali przez Amerykanami w czasie wojny.
Cieszymy sie, ze z blizniakami wszystko dobrze, trzymalismy kciuki :) I dziekujemy Irci za zdjecia :) Prawie za 2 tygodnie bedziemy w Polsce :D A wlasciwie to za dwa tygodnie, bo cos nam sie pomieszalo i do Polski wracamy 11 wrzesnia, a nie 12 (w piatek a nie w sobote). Mam nadzieje, ze Rodzice nas odbiora...
Buziaki, odezwiemy sie z Hoi An :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Mam nadzieję, że na drugi raz do zwiedzania wież nie będziesz zbyt "kuso" ubrana. Szkoda jechać taki kawał świata i nie móc gdzieś wejść :)
OdpowiedzUsuńJa też dzisiaj rano obliczałam, kiedy wrócicie i stwierdziłam, że właściwie nie zostało wam już dużo czasu na zwiedzanie. Jednak miesiąc to chyba mało na taką wyprawę.
Aluś już drugi tydzień śpi prawie całą noc, a bez jedzenia wytrzymuje 10 godzin :) Poza tym obraca się z plecków na brzuszek, a niedługo będzie zjadać swoje nóżki, bo już coraz bardziej je podnosi :)
Co do "kuso" to Ira już się wypowiedziała. Czy w przewodniach nie ma informacji o dniach otwarcia muzeów. Ale może i dobrze , dzień wypoczynku też się przyda. Cieszę się,że mogliśmy coś poczytać. Wczoraj byliśmy z tatą w Mikołowie u Magdy na urodzinach. Bardzo miły wieczór w ogrodzie przy grilu. Ale Magda przygotowała całą górę pyszności nie tylko grilowych. Przesyła wam pozdrowienia. Babcia z Celiną też były i pozdrawiają cZEKAWY NA KOLEJNE RELACJE. Mama.
OdpowiedzUsuńTo "kuso" oznacza, ze mialam krotkie spodenki i top. Niestety, nie dalabym rady chodzic w dluzszych ubraniach, zaraz cala bylabym mokra. A dookola moglam wchodzic, tylko do srodka nie - Marcin zrobil zdjecia i wystarczy. Poza tym zazwyczaj mozna wypozyczyc jakas dluga szate okrywajaca - tylko, ze dla mnie to nie bylo ciekawe, by tam wchodzic - w srodku oltarz i dym z kadzidel. To samo jest w innych pagodach. Takze ja nie zaluje ;)
OdpowiedzUsuńFaktycznie "długość" miesiąca zależy od punktu widzenia. Ale należy się cieszyć, że chociaż na tyle mogliście sobie pojechać. Dzięki temu mamy fajną codzienną literaturę :D
OdpowiedzUsuńMyśmy ostatnio byli w Instytucie Pampersa i dowiedziałam się tam, że mam kolejną dzidzię :) Tu jej zdjęcie razem z Kacperkiem:
http://www.haligami.cmza.pl/aaa/P8200036.JPG
Dzisiaj maluchy tłukły się o jeździk i to solidnie, musieliśmy ich rozdzielać i schować jeździk :( Wieczorem się pogodziły i zamiast iść spać śmiały się do siebie w łóżeczkach :) fajny widok, jak maluchy razem rozmawiają :)
Kochanie! (to jest tylko do Nany, do Marcina bedzie potem)
OdpowiedzUsuń1. Zabrac do plecaka ze sobą kawałek "ciuszka" do okrycia się to nie jest ani problem, ani wielki ciężar - tym bardziej, że i tak napewno Marcin by go nosił.
2. Jak wystarczą zdjęcia, to w Internecie są lepsze i nie trzeba się pocic i jeździc tyle tysięcy kilometrów.
3. A po co Wam te "gumki"?
4. Tą benzynę można było odessac, wlac do termosu, byłaby na zaś.
Kochany Zięciu!
1. Ile kosztowała koparka? Przecież już jedną masz. Musiała to byc wyjąkowa okazja, że żona pozwoliła ją kupic - może wystarczył by leasing?
2. Zabieraj do plecaka jakieś okrycie dla Nany, np. nową, okazyjnie kupioną "exstra" kurtkę, która spadła z ciężarówki.
Kochani!
1. Czy nie możecie zwiedzac jakiś bardziej kulturalnych wież? Chamstwa mamy dosyc tukej.
2. Podajcie dokładne parametry przylotu do Warszawy (? napewno do Warszawy przylatujecie????) wg czasu i kalendarza polskiego.
3. Jeżeli byłby to 11 września, to gdzie na Was czekac: pod Pałacem Kultury czy na lotnisku.
Pozdrawiamy Was
M + T