Post mial byc dopiero wieczorem (naszym), ale deszcz unieruchomil nas w hotelu i dlatego bedzie juz teraz :)
Rano chcielismy sie przede wszystkim wyspac. Nalezalo nam sie po dwoch nieprzespanych nocach. Poszlismy spac ok 21, po czym obudzilismy sie po 7:] Moze raczej zostalismy obudzeni przez halasy z zewnatrz: klaksony, ryk silnikow, itp. Gdy wygrzebalismy sie z lozka poszlismy na rynek, na ktorym mialy byc dostepne miejscowe wyroby (wg naszego przewodnika). Niestety, nie bylo nic nowego, tylko dokladnie to samo co dzien wczesniej. Zatem nic nie kupilismy, a przymierzamy sie do duzych zakupow :) Zatem poszlismy na sniadanie. Marcin zjadl nalesnika z bananem i czekolada, a ja wietnamska zupe, z kapusta pekinska, grzybkami, tofu i makaronem. Bardzo dobre i sie najedlismy :)
Potem wrocilismy do hotelu po motorek. Nareszcie dostalismy taki z dzialajacym licznikiem i wiedzielismy z jaka predkoscia jedziemy :) Marcin radzi sobie bardzo dobrze prowadzac motor, choc dzis obsunela mu sie reka i prawie wpakowal nas do rowu :] Dobrze, ze wybral te strone ulicy, bo po drugiej byla przepasc :]
Pojechalismy do Srebrnego Wodospadu. Jechalismy ok 12 km, prawie caly czas pod gorke. W niektorych miejscach droga byla koszmarna i strasznie nami rzucalo, ale dalismy rade :)
Wodospad rzeczywiscie robi wrazenie, jest wysoki, choc szeroki niespecjalnie. Szkoda tylko, ze nie mozna go zobaczyc z jednego miejsca calego: jest zbyt krety. Mozna bylo troche wejsc na gorke, zatem poszlismy. Niestety, po schodach (oni tu maja jakas manie ze schodami, wszedzie sa schody, co nas duzo bardziej meczy niz chodzenie pod gore). W najwyzszym dostepnym punkcie posiedzielismy troche rozkoszujac sie cisza (zadnych klaksonow i prawie zadnych krzyczacych Wietnamczykow!) i podziwiajac widoczki.
Wracajac wstapilismy do dwoch pagod. W pierwszej zostalismy zaczepieni przez Wietnamczyka, ktory troche mowil po angielsku. Zaprosil nas na herbate i nie chcial pieniedzy! (co mnie sie od razu wydalo podejrzane, poniewaz kiedys zaprosili mnie i moich znajomych w pagodzie na poczestunek, a potem kazali nam placic). Posluchalismy buddyjskiej modlitwy za rodzicow, mielismy tez uslyszec spiewy buddyjskie, ale poniewaz nie do konca wiedzielismy kiedy sie zaczna, wiec wolelismy wrocic do miasta. Poza tym obawialismy sie, ze beda tak goscinni i nas zaprosza na jedzenie (co zreszta ten Wietnamczyk sugerowal), a wygladalo ono troche paskudnie, szczegolnie kurczak (wszystkie kurczaki w Wietnamie sa paskudne, wygladaja i smakuja okropnie).
Poniewaz mielismy jeszcze ponad 1h do zwrocenia motoru i paliwo do wyjezdzenia, postanowilismy pojechac w strone Lao Cai w poszukiwaniu widoczkow. I na pierwszym postoju zlapal nas deszcz. Na poczatku myslelismy, ze bedzie taki jak pozostale w Sapie - delikatny i skonczy sie po kilkunastu minutach - ale niestety nie tym razem. Blyskawicznie wszystko (oprocz kurtek) nam przemoklo. Dobrze, ze chociaz one zdaly egzamin. Mimo, ze mielismy daleko do hotelu, wolelismy wrocic, zeby sciagnac z siebie te mokre ciuchy. I teraz jestesmy tu "uziemieni". Telewizji nie mozna poogladac, poniewaz dziala tylko Rai Italia, zjesc nic nie mozemy, bo restauracja dziala na zasadach, ze placi sie za sniadanie, obiad i kolacje i dostaje to co przygotuja, a my wolimy sami wybrac.
Chyba sie troche rozpogadza, takze moze za nidlugo pojdziemy cos zjesc.
Na koniec jeszcze kilka zdjec :)
Zamglone widoczki z drogi

Oltarz w pagodzie - nowoczesny, jak ktos sie przyjrzy to zobaczy chipsy, piwo, pepsi, etc.

Srebrny Wodospad

My przed wodospadem :)
Ładnie przy tych wodospadach :)
OdpowiedzUsuńWodospad faktycznie fajny :) i super widoczek :) ta mgiełka dodaje klimatu
OdpowiedzUsuńMała dalej wydaje skrzeki z siebie :( i strasznie jest z tego powodu niezadowolona. A Kacprowi zdarza się wstać (bez niczego), tylko potem spowrotem siada, bo nie umie stać :) Wygląda to zabawnie.