Dojechalismy dzis do Sapy. Podroz pociagiem byla w miare spokojna, szkoda tylko, ze ustawili bardzo niska temperature klimatyzatora i na poczatku zmarzlismy. Potem poszlismy po rozum do glowy i sciagnelismy spiwor, takze kilka godzinek nawet udalo nam sie przespac :) Dla tych co marudza na predkosc pociagow PKP informacja: z HaNoi do Lao Cai jest 160km, jechalismy 8h i to byl najszybszy pociag z tych, ktore jechaly.
Z Lao Cai pojechalismy busem do Sapy. Niestety bylo za wczesnie (5 rano) i nie kupilismy biletow na pociag powrotny. Oczywiscie, mozna to zrobic w Sapie, ale wiekszosc biur proponuje miejsca lezace lub dolicza ok 33% marzy. I to troche dla nas za duzo. Wolimy wydac te pieniadze na przyjemnosci, np. owocki i dobra kawe z mleczkiem lub sajgonki :)
W Sapie bus zatrzymal sie przed hotelem. Mimo, ze na pierwszy rzut oka nie bylismy zainteresowani nim to postanowilismy obejrzec pokoj i.. zostalismy :) Sami zobaczcie dlaczego:


A taki mamy widok z balkonu:

Ten najwyzszy szczyt to Phan Xi Pang, ktory bedziemy ogladac tylko z daleka, poniewaz zdecydowalismy sie na jednodniowe wycieczki trekkingowe po okolicznych wioskach (ceny za 3 dniowa wycieczke na Phan Xi Pang tez nie zachecaja).
Hotel ma jeszcze jedna wielka zalete: cena. Zgadnijcie ile od nas biora za dobe:D
Po przyjezdzie (bylo przed 7), troche sie rozpakowalismy i poszlismy na poszukiwania jedzonka. Chlodno tutaj, w porownaniu do reszty Wietnamu, ale nie ma co sie dziwic. Na szczescie, gdy sloneczko swieci mozna chodzic w krotkim rekawku :)
Ceny jedzenia wszedzie "biale", czyli zdecydowanie wyzsze niz te, do ktorych przywyklismy. I mniej miejsc typowo wietnamskich. Na szczescie, znalezlismy pania, ktora sprzedawala sajgonki po 2tys za sztuke i najpierw kupilismy 2 do sprobowania (mamy zle doswiadczenia, bo raz w Hue gdy sie rzucilismy na sajgonki, to wyladowaly w koszu, byly paskudne), pani dorzucila nam trzecia i poniewaz byly pyszne (mimo, ze wegetarianskie) to wrocilismy po kolejne 6 (a dostalismy 8 za te sama cene :D).

Nasza najwieksza bolaczka jest to, ze nie wiemy gdzie mozemy chodzic sami. W przewodniku jest opisana tylko jedna trasa, a my wymyslilismy, ze wypozyczymy motor i pojedziemy zobaczyc dwa wodospady. Pytalismy w informacji turystycznej o samodziele wycieczki, ale chyba nie do konca nas zrozumieli.
Dzis zamierzamy wejsc (niestety po schodach) na gore, ktora jest w centrum. Mamy przejsc przez ogrod brzoskwiniowy i orchideowy, a na koncu jest wioska. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Poniewaz mamy darmowy internet mozecie sie spodziewac jeszcze dzis wpisu :D
I w ogole to wstawajcie juz i komentujcie, bo my od 6h jestesmy juz na nogach! U nas dochodzi 11! POBUDKA LUDZISKA!!
U nas jak dochodzi 11:00, to Rościszewscy (Ci później urodzeni)mają wyłączone komórki i głosno chrapią !!!!!!!!
OdpowiedzUsuńJa dzisiaj wstałam o 5.50 na śniadanie maluchów (kto widział wstawać o takiej godzinie). Ale komp włączyłam po odprowadzeniu Kuby do przedszkola :) O kostce powiem Kubie, jak wróci. Pewnie się ucieszy :) Dzisiaj pierwszy raz będzie prawie do 4. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Wczoraj odbieraliśmy go o 14.30 to się żalił, że przyszliśmy za wcześnie :)
OdpowiedzUsuńFajny macie ten pokoik i ten super widok :) Ja mogę tylko powspominać pokój w Zakopanym z widokiem na Tatry :)
Pozdrowienia dla Wędrowców.
OdpowiedzUsuńMama dzisiaj na obradach w Warszawie aż do niedzieli.
Tato Piotr
Ja do wczesnych pobudek, a także nocnych jestem przyzwyczajona :) Ładny pokoik i jeszcze ładniejsze widoki.
OdpowiedzUsuńU nas wczoraj była burza i na razie jest pochmurno.
Tam nie ma wyznaczonych dróg do robienia samodzielnych wycieczek?
Alek ma dziś 3 miesiące.