czwartek, 20 sierpnia 2009

Zatoka Ha Long

Czesc Kochani!
Wrocilismy dzisiaj z zatoki Ha Long :) Widoki przesliczne, dzungla bardzo goraca. Wspinalismy sie pod gore ktora ma ok 200 mnpm. Bylismy cali mokrzy. Pod gaszczem drzew ciezko sie oddycha i jest niemilosiernie goraco, ale dalismy rade. Bylismy tez w jaskini ale te ktore sa w Polsce i na Slowacji sa ladniejsze. Tutaj bylo za duzo osob i spora czesc byla podswietlona na niebiesko czy zielono co wygladalo koszmarnie :] Do tego co jakis czas staly pingwiny (czyli kosze) lub delfiny. Lodka ktora plynelismy byla znosna ale ciesze sie ze juz na niej nie jestesmy. Fajnie jest sobie poplywac na dachu statku, opalac sie i miec dookola sliczne skalki porosniete czyms zielonym. Nie wiem czy to wapienie czy ta roslinnosc ale cos smiesznie trzeszczalo, skrzypialo ;) Wieczorem kapalismy sie w zatoce i powiem ze tak slonej wody nigdy w zyciu nie widzialem, nie czulem, nie smakowalem. To bylo straszne. Nasz Polski Baltyk przy tej wodzie ktora tutaj byla jest cukierkiem ;) Fajnie sie tez skakalo z dachu statku (ok. 8-9m) do wody :D Co prawda jak juz wychodzilem jakas wredna ryba mnie poparzyla w raczke i przez kilka godzin mnie dosc mocno pieklo ale juz jest ok. Drugiego dnia bylismy na wyspie Cat Ba. Wrazenia opisze Natus :D
Marcin opowiadal juz o wejsciu na olbrzymia gore, ktora miala cale 200m, wiec nie bede sie o niej rozpisywac, jedyne co dodam, ze pierwsze 70m szlo sie po schodach i ja bylam tak strasznie wyczerpana, ze pozniej robilismy przerwy co 5 minut. Na szczescie, gdy wchodzilismy po normalniejszym podejsciu, bylo juz lepiej i odzyskalam sily. Przy zejsciu bylo troche niebiezpiecznie, bo wszedzie bylo koszmarne bloto, po ktorym sie zjezdzalo i stwierdzilam, ze gdybym miala w takich warunkach isc w pelnym umundurowaniu to na pewno bym miala skaze psychiczna, wiec nie dziwie sie Amerykanom :]
Na Cat Ba bylo bardzo milo, oprocz poziomu cen, ktore sa bardzo turystyczne. Poszlismy na dlugi spacerek miedzy malenkimi sztucznymi plazami (droga biegla po skalach nad oceanem). A potem siedzielismy przez 1,5h w cieniu palm, albo jakis innych drzew, popijajac strasznie gorzka tra da (herbata zielona z lodem), ktora oprocz tego, ze jest obrzydliwa, jesli pije sie ja bez cytryny, fantastycznie gasi pragnienie i ochladza. Milo bylo w koncu usiasc wieczorem na dworze i nie czuc, jak pot splywa po twarzy i reszcie ciala...
Hotel byl bardzo sredni, mysle, ze o standardzie gorszym niz wiekszosc naszych schronisk (nie ujmujac niczego schroniskom!), ale przynajmniej byla klimatyzacja. Szkoda tylko, ze gdy ja wylaczalismy po 5 minutach temperatura wracala do normy :]
W czasie wycieczki poznalismy bardzo milych ludzi: Francuza Oliviera, Brytyjczyka Jamesa, Izraelczyka o niewiadomym imieniu i dwie Polki.... z Gliwic :] Swiat jest maly...
Bardzo milo mi sie rozmawialo ze wszystkimi ludzmi po angielsku, Marcin czasem tez cos wrzucal, ale ogolnie to chyba go zagadalam. Najwazniejsze, ze moj angielski zostal pochwalony :)
Aha. Nie martwcie sie tak o mnie ze jem malo. Tutaj, jak jest tak cieplo to czlowiekowi do zycia nie jest potrzebne tyle jedzenia. Wazniejsza jest woda ktorej pije duzo :D Ale ostatnimi dniami i tak juz jadlem wiecej. Co prawda dalej nie wszystko mi smakowalo np. malenkie osmiorniczki sa niedobre :] Pewnie nigdy wiecej ich juz nie zjem :D Owocki ktore tutaj sa sa bardzo smaczne. Dragon fruit jest soczysty i gaszacy pragnienie :D
Jutro wieczorem jedziemy autobusem ok 1800km do Sajgonu :] Na miejscu bedziemy w niedziele ale narazie nie wiemy o ktorej godzinie.

7 komentarzy:

  1. Jak będziesz skakał do wody , to dostaniesz o de mnie po tyłku. Poza tym ciesze sie, że wycieczka była udana. Po co jadasz ośmiornice, to cię pokarało. Lepiej jedz duzo owoców. 1800 km w autobusie to dla mnie koszmar nawet gdy tylko otym mysle. Weżcie duzo picia i owoców. Odpowiedz na moje poprzednie posty. Bawcie sie dobrze. Mama.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie wystarczy nasze ciepło :) nie umiem sobie wyobrazić nic gorszego. Do wody też bym sobie poskakała, nawet wiedząc,że dostanę po tyłku :) I na ośmiornicę nie mam chętki, zapewne wystarczyłby mi jej widok. A na górkę bym sobie weszła :) Pewnie super widoki :) Trzymajcie się "zimno" i czekam na następną relację :)

    OdpowiedzUsuń
  3. 200m - faktycznie kondycja biegaczy dopisała xD
    Pozdro Janek

    OdpowiedzUsuń
  4. No tak, jak przeczytałam, że 200m to myślałam, że się pomyliliście :P
    Zieloną herbatę chętnie bym spróbowała, bo ogólnie bardzo ją lubię. Ale ośmiornice wolę pooglądać niż zjadać.
    Pozdrawiam chłodno ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. ogólnie rzecz biorąc to nabieram ochoty na te psy :D i zagryźć ośmiorniczkami i tą śmieszną skośną wódką :D a na koniec jakiegoś wietnamczyka na ruszt :D
    a co do błota to dla Was nie powinno stanowić problemu, tyle sie nabiegaliście po Polsce to nie narzekać tylko łazić! ja też sie poce i mnie dupa boli od roweru! jazda jazda !! ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ośmiornicy to bym nie ruszyła, zresztą tak jak ślimaków, małż i innych tego tepu... Aluś już ma za sobą pierwszą długą podróż i to w upał - jakoś dał radę, więc wy pewnie tym bardziej :) mimo że to tyle kilometrów. My jesteśmy już w Koszalinie :) Życzę dalszych miłych wrażeń z podróżowania

    OdpowiedzUsuń
  7. A o Dragon Fruit slyszalam juz niejedno a przede wszystkim, ze niemilosiernie smierdzi?
    Pozdrawiam serdecznie, trzymajcie sie!

    OdpowiedzUsuń